Keks Izy

Moje ulubione ciasto bożonarodzeniowe, które przygotowuję raz w roku. Nie mogłam odnaleźć przepisu, wg którego moja Mama każdego roku piekła keks na Święta, a ten dostałam od Izy i keks okazał się pyszny. Bardzo lubię keks za jego ciężki, intensywny smak i ogromną ilość bakalii. A także dlatego, że można go wcześniej upiec. Bo naprawdę: im starszy, tym lepszy. I jak zawsze mówiła moja Mama: keks potrzebuje dużo masła, a tu jest go naprawdę dużo, dzięki czemu ciasto jest wilgotne. A kolejna tajemnica (Izy): wszystkie bakalie całą dobę przed pieczeniem macerujemy w rumie lub brandy – niepowtarzalny aromat, którego nie zastąpią żadne olejki do ciast.

keksIzy

0,5 kg masła
40 dag cukru pudru
8 jajek całych
0,5 kg mąki pszennej
10 dag mąki ziemniaczanej
1 mała paczka proszku do pieczenia, czyli 15–16 g
bakalie, ok. 80 dag (rodzynki, morele, figi, daktyle, suszone śliwki, żurawina, migdały, skórka pomarańczowa, orzechy włoskie) przygotowujemy dobę wcześniej, obieramy, kroimy i zalewamy brandy i rumem lub jakimś koniakiem, w każdym razie mocnym aromatycznym alkoholem, ale tylko na tyle, żeby bakalie były dobrze wilgotne, nie mogą pływać w alkoholu.
W sumie to najbardziej pracochłonna część, ale dzięki temu, że bakalie można przygotować wcześniej, praca nie jest aż tak uciążliwa. Zdecydowanie nie polecam gotowych mieszanek do keksy, które często zawierają kandyzowane owoce, czyli usmażone w cukrze (w grę wchodzi tylko domowa skórka pomarańczowa).

Masło i cukier cierpliwie ucieramy do białości na puch. Powoli dodajemy po jednym jajku, dokładnie ucieramy. Masa może wyglądać, jakby się zwarzyła, ale po dodaniu mąki będzie jednolita. Obie mąki, wcześniej przesiane i wymieszane z proszkiem, również dodajemy stopniowo. Dokładnie wyrabiamy i dodajemy bakalie. Niezastąpiony w tej chwili jest mocny robot z hakiem, ponieważ ciasto jest gęste i trudno je połączyć z bakaliami. Ale trzeba cierpliwie wyrobić, żeby bakalie równo się rozłożyły w cieście. Przekładamy do dwóch keksówek (czyli wysokich i wąskich foremek): krótkiej i długiej, czyli 26 cm i 40 cm, wyłożonych papierem do pieczenia. Pieczemy w piecu nagrzanym do 180 stopni ok. 60 minut. Cierpliwie, ponieważ ciasto jest ciężkie i wymaga czasu. Po jakichś 40 minutach można temperaturę obniżyć do 160 st. Niestety, proces pieczenia to moim zdaniem połowa sukcesu w przygotowaniu wypieków, trudny etap, bo każdy piec inaczej piecze.

Muffiny z jabłkami

Proste i szybkie do przygotowania. Kiedy robię wypieki na jakieś spotkanie z przyjaciółmi, nie może zabraknąć puszystych ciastek z jabłkami, po które szczególnie chętnie sięgają dzieci.

muf. jab.1

1 szklanka i 3 łyżki mąki pszennej
1 szklanka mąki orkiszowej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
1/2 szklanki płatków migdałowych
1/2 szklanki płatków owsianych
1 szklanka brązowego cukru
1/3 szklanki oleju
2 jajka
1 cukier waniliowy
1 szklanka jogurtu (w temp. pokojowej)
0,5 łyżeczki cynamonu
1 duże jabłko, najlepiej szara reneta lub champion

muf. jab.3

Najpierw łączymy cukier z jajkami i pozostałymi mokrymi składnikami (olej i jogurt). Następnie wsypujemy suche, czyli mąkę – przesianą i wymieszaną z proszkiem do pieczenia, sodą i płatkami. Dodajemy posiekane migdały. Nie wyrabiamy za długo, tylko do połączenia składników, przekładamy do foremek z papilotkami i na końcu do każdej muffinki wkładamy kawałki jabłek. Do papilotek lub foremek nie wkładamy zbyt dużej ilości ciasta i owoców, żeby nie wykipiało. Posypujemy brązowym cukrem, migdałami i cynamonem. Pieczemy ok. 20–30 minut w temp. 180–200 stopni.

Paszteciki

Ciasto krucho-drożdżowe w wersji słonej zamiast słodkiej i już mamy bazę do doskonałych wytrawnych przekąsek. Tym razem będą paszteciki z nadzieniem z wołowiny. Czy też macie problem, co zrobić z mięsem po ugotowaniu wywaru do czerwonego barszczu? Rozwiązanie jest proste: mielimy mięso, można dodać część warzyw, przesmażoną wcześniej cebulę i np. pieczarki lub ugotowane prawdziwe grzyby. Oczywiście, przyprawiamy: sól, pieprz, pieprz ziołowy, papryka i sos sojowy, a na końcu jajko, żeby farsz dobrze się kleił. Można wykorzystać inne gotowane mięso, ale ja najbardziej lubię wołowinę, ponieważ ma wyrazisty smak, nie jest mdła jak drób.

pasztecik

Ciasto na ok. 35 pasztecików
40 dag mąki
15 dag masła
5 dag świeżych drożdży
3 łyżki kwaśnej śmietany
2 jajka całe i 1 żółtko
1 łyżeczka soli
ewentualnie mak do posypania
jajko do posmarowania pasztecików
Robimy rozczyn z drożdży i śmietany, czekamy aż trochę podrośnie. Następnie przesiewamy mąkę do miski, dodajemy sól, siekamy masło z mąką, wbijamy jajka i dodajemy rozczyn. Zagniatamy ciasto. Najlepiej przygotować ciasto wieczorem i włożyć je na noc do lodówki. Jeśli nie macie na to czasu, warto choć na dwie godziny włożyć do lodówki, żeby masło się ściągnęło. Następnie ciasto dzielimy na cztery części i  wałkujemy, formując  podłużne paski o szerokości ok. 6 cm. Układamy na środku mięso, brzegi smarujemy jajkiem i sklejamy. Dopiero kroimy na równe kawałki, układamy na blasze, smarujemy jajkiem i posypujemy makiem. Pieczemy w piecu nagrzanym do 180 stopni przez ok. 15 minut.

Piernikowe przygotowania

…czas zacząć. Tak, tak nie jest za wcześnie. Chcę Wam podać przepis na znakomity piernik dojrzewający, który w postaci surowego ciasta musi leżakować ok. czterech tygodni. Ciasto lub pierniczki można upiec tydzień przed Świętami. Upieczony można przechowywać naprawdę długo, ale ja wolę podzielić na porcje i rozdać (to naprawdę dobry upominek) lub zamrozić. Potem wyjmuję, przekładam domowymi powidłami i jest pyszny. Receptura jest długa, ale ciasto naprawdę nie jest pracochłonne.

W zbiorze przepisów mojej mamy nosi nazwę: piernik staropolski
1 kg + 1 szklanka mąki pszennej
0,5 kg prawdziwego miodu
2 niepełne szklanki cukru (ok. 38-40 dag)
25 dag masła lub smalcu (ja robię z masłem, bo nie jestem przekonana do smalcu ze sklepu)
3 jajka, najlepiej L
3 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej
0,5 szklanki mleka
0,5 łyżeczki soli
Przyprawy: 2 łyżeczki imbiru
2 łyżeczki cynamonu
0,5 łyżeczki mielonego pieprzu
0,5 łyżeczki mielonych goździków
1 czubata łyżeczka kakao
Zamiast tych przypraw można dać gotową przyprawę piernikową, proporcja zwykle jest podana na opakowaniu, i moc przyprawy jest różna u różnych producentów, ja najczęściej stosuję Kotanyi lub Kamis, nawet 2 opakowania na tę proporcję, ale to zależy od upodobań.
Bakalie: 1 szklanka posiekanych orzechów włoskich lub mieszanych
0,5 szklanki smażonej skórki pomarańczowej
0,5 szklanki rodzynek sułtanek
często daję też posiekane i obrane migdały 1/3 szklanki
Najpierw, nawet dzień wcześniej przygotować bakalie, rodzynki namoczyć w koniaku lub rumie, obrać i posiekać migdały i orzechy. Usmażyć skórkę pomarańczową*.  Miód, cukier i tłuszcz powoli podgrzewać w garnku o grubym dnie, stale mieszając. Następnie masę dobrze ostudzić. Dodać mąkę, jaja, sól, sodę rozpuszczoną w zimnym mleku oraz przyprawy. Ciasto solidnie wyrobić, a pod koniec dodać bakalie. Włożyć do kamionkowego garnka (albo do emaliowanego), owinąć garnek folią streczową do żywności. Odstawić w chłodne miejsce na 4-5 tygodni. Ja odstawiam do zimnego pomieszczenia przy domu, takiej przybudówki, gdzie jest ok. 4-5 stopni, jeśli nie macie takiego miejsca, możecie wstawić do lodówki.
Pierniki najlepiej piec jakiś tydzień przed Świętami. Blachę do pieczenia wysmarować tłuszczem i posypać mąką. Ciasto wyrobić i rozłożyć na blasze na grubość ok. 5 cm. Jeśli macie w planach przełożenie ciasta powidłami, może być trochę grubsze. Piec 45 minut w piecu nagrzanym do 180-200 stopni.

2014-11-22 21.46.10

Bezpośrednio po upieczeniu placki są twarde, trzeba je owinąć w lnianą ścierkę i włożyć do foliowej torby, po 2-3 dniach skruszeją. Druga opcja: ochłodzone placki przełożyć lekko podgrzanymi, dobrze wysmażonymi, prawdziwymi powidłami śliwkowymi. Można przekładać prawie wszystkimi masami: orzechową, kajmakową lub czekoladową. Bezpośrednio po przełożeniu zawijam ciasto w papier do pieczenia i obciążam ciężką książką. Piernik można polać czekoladą lub polukrować i posypać bakaliami, ale to dopiero dzień lub dwa dni przed podaniem.

2014-11-22 22.34.22

*Skórkę pomarańczową można przygotować znacznie wcześniej, np. przy okazji smażenia dżemu pomarańczowego lub wyciskania soku z pomarańczy. Drobno pokrojoną skórkę zalewam wodą, tak żeby była zakryta i wsypuję sporo cukru. Kiedy się usmaży i woda całkowicie wyparuje, studzę, przekładam do słoika i wlewam kilka łyżek koniaku lub brandy. Przechowuję w lodówce nawet miesiąc.

 

Ciastka orzechowo-migdałowe

Drobne, na jeden kęs. Aby osłodzić jesienną popołudniową herbatę. Można je zamknąć w puszce i przechowywać przez kilka dni. Nam najbardziej smakowały na drugi, trzeci dzień po upieczeniu.

ciastka2
Proporcja na ok. 30–40 sztuk
1,5 szklanki mąki pszennej
100 g zmielonych drobno migdałów bez skórki (ja mielę ręczną maszynką do mięsa lub w blenderze)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
125 g masła
100 g cukru
1–2 łyżeczki kwaśnej śmietany
3 żółtka
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka otartej skórki pomarańczowej
2–3 łyżki włoskich orzechów, grubo zmielonych, do obtoczenia ciastek
Zagniatamy szybko ciasto, dzielimy na 3–4 części, robimy wałki i wkładamy do lodówki lub do zamrażalnika, jeśli bardzo nam się spieszy, wtedy czas chłodzenia będzie krótszy. Chodzi o to, żeby ciasto było zwarte i łatwe do formowania. Dobrze schłodzone, czyli twarde ciasto, wyjmujemy z lodówki i kroimy w plasterki o grubości ok. 1 cm. Następnie formujemy kulki i obtaczamy w zmielonych orzechach włoskich, układamy na papierze do pieczenia i lekko spłaszczamy, np. za pomocą widelca. Pieczemy na złoty kolor w nagrzanym do 180–200 stopni piecu. Kiedy dobrze wystygną, możemy spakować do metalowej puszki lub plastikowego pojemnika do przechowywania żywności.

Babka z kaszy gryczanej

To jest babka – warta zachodu (ale tak naprawdę prosta i nie trzeba co do grama dawać składników). Można ją podawać jako samodzielne danie albo jako dodatek do dania mięsnego, najlepiej z sosem. Pyszna jest odgrzewana na patelni. Przepis znalazłam dawno temu w jakimś numerze Elle. Staram się nie wyrzucać jedzenia, dlatego ta babka ma dodatkowe atuty, ponieważ można wykorzystać kaszę z obiadu, z poprzedniego dnia.

babka kasza1

Proporcja na tortownicę ok. 23 cm
100 g kaszy gryczanej palonej, ugotowanej i zimnej (może być trochę więcej, nie ma to aż takiego znaczenia)
500 g pieczarek (może być mniej)
2–3 grzyby suszone, wcześniej namoczone (niekoniecznie)
1 cebula
2 jajka
2 łyżki tartej bułki lub płatków owsianych
150 g kwaśnej śmietany 18 proc.
sól, pieprz
2 łyżki posiekanej natki pietruszki
olej do smażenia
masło do wysmarowania formy i tarta bułka do wysypania

Cebulę kroimy w drobną kostkę i smażymy na oleju, pod koniec dodajemy drobno pokrojone pieczarki i grzyby suszone. Musimy pieczarki w trakcie smażenia odparować, a potem ostudzić. Następnie wszystkie składniki łączymy, doprawiamy solą i pieprzem, dodajemy natkę i mieszamy. Przekładamy do przygotowanej wcześniej formy i pieczemy ok. 30–40 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.

 

Sernik z powidłami i czekoladą

Wszyscy lubimy deser śniadaniowy: twarożek z dodatkiem powideł śliwkowych i to nasunęło mi myśl, żeby upiec sernik ze śliwkową nutellą. A poza tym dostałam wspaniały wiejski twaróg i część postanowiłam wykorzystać do sernika, ale trochę innego. Dodałam zmiksowane powidła z dodatkiem gorzkiej czekolady. Spód zrobiłam z kruchego kakaowego ciasta.

sernikśliw1

Ciasto kruche na tortownicę 24 cm:
220 g mąki pszennej
2 łyżki kakao
150 g masła
100 g cukru pudru
2 żółtka
2 łyżki zimnej wody

Ser:
500 g sera tłustego lub półtłustego (nie nadaje się ser z wiaderka, który jest zdecydowanie za rzadki)
5 jajek (żółtka +białka)
100 g masła
200 g cukru
2 cukry z prawdziwą wanilią
2 niezbyt czubate łyżki budyniu waniliowego
skórka otarta z pomarańczy

Śliwkowa nutella:
smażymy powidła ze śliwek węgierek lub wykorzystujemy domowe ze słoika, miksujemy i do gorących dodajemy gorzką czekoladę w kawałkach (tyle, ile lubimy; najlepiej dodawać porcjami i próbować). Do sernika dodałam ok. 3 dużych łyżek nutelli.

Zagniatamy szybko kruche ciasto i schładzamy, można je przygotować dzień wcześniej. W dniu pieczenia wałkujemy ciasto i wykładamy spód tortownicy, podpiekamy. Ser mielimy dwa razy, dodajemy skórkę i rozpuszczone masło, a następnie żółtka utarte z cukrem i cukrem waniliowym. Dodajemy budyń. Ubijamy białka na sztywną pianę i delikatnie łączymy z serem.Na podpieczony spód wykładamy masę serową, a następnie na wierzch wykładamy powidła i delikatnie za pomocą widelca mieszamy powidła z serem, tworząc nieregularne wzory. Pieczemy w temp. 180 stopni, ok. 50–60 minut.

 

Antonówka zapiekana w cieście

Ale w istocie to jabłecznik, który powinnam nazwać jabłecznikiem Alicji (od niej, za pośrednictwem Jacka dostałam ten przepis). Bardzo mi się spodobał, ponieważ jest naprawdę prosty i szybki (bez chłodzenia ciasta, smażenia jabłek). Antonówka, którą dałam do środka, prawie się rozpadła. Muszę jeszcze wypróbować do tego ciasta renetę, która jest bardziej twarda i zwarta.

jabłka2

Najlepiej zrobić to w prostokątnej blaszce 24×27 cm
Ciasto

450 g mąki pszennej (3 szklanki)
2 łyżeczki proszku do pieczenia
200 g masła
200 g serka waniliowego homogenizowanego
2 cukry waniliowe

6 średnich jabłek
cukier puder i cynamon do posypania
ewentualnie rodzynki i płatki migdałowe połączone powidłami do środka gniazd nasiennych

antonówka1
Zagniatamy ciasto i dzielimy na połowę. Wałkujemy część na papierze (o wielkości blachy do pieczenia), wkładamy ciasto na spód. Nie podpiekałam ciasta, chociaż zwykle to robię przy ciastach kruchych. Teraz bardzo ładnie się upiekło, więc znowu cały proces pieczenia ciasta trwał krócej.

antonówkapół
Obrane i wydrążone połówki jabłek układamy na cieście i posypujemy cynamonem. Do dziurek, które powstały po gniazdach nasiennych włożyłam powidła śliwkowe (3 łyżeczki) z rodzynkami (2 łyżeczki) i płatkami migdałowymi (2 łyżeczki).
Na drugim papierze wałkujemy drugą część ciasta i przykrywamy jabłka, lekko dociskamy, zdejmujemy papier i wstawiamy do nagrzanego pieca (180 stopni). Po 25 minutach przykrywamy ciasto zmoczonym papierem (tym, na którym była wałkowana druga część ciasta) i pieczemy ok. 20 minut. Po upieczeniu posypujemy cukrem pudrem, ponieważ ciasto jest niesłodkie, a jabłka kwaśne.

Tort caffe latte

Lekki i delikatny, dla smakoszy mlecznych kaw i słodkich deserów. Połączenie bitej śmietany z kawą i białą czekoladą przypomina w smaku latte. Zasadnicza część tortu to delikatna masa, której jedynie towarzyszy cieniutki biszkoptowy spód. Ciasto również wyglądem, a dokładniej wysokością i ilością warstw nie przypomina tradycyjnego tortu, ale dzięki temu jest naprawdę wykwintne.

latte

Biszkopt roladowy z przepisu Bożeny Sikoń (na blachę 40×60 cm)
8 jaj o rozmiarze L
120 g cukru kryształu
100 g mąki pszennej
60 g mąki ziemniaczanej
Całe jajka ubijamy na wysokich obrotach (tak jak białko do biszkoptu), dodajemy partiami cukier. Kiedy masa jest biała i puszysta (ubijamy dobrych kilka minut), przełączamy mikser na najmniejsze obroty i bardzo delikatnie dodajemy połączone mąki, wcześniej przesiane. Starannie i delikatnie mieszamy, tylko do połączenia składników. Teoretycznie mąka z jajkami powinna być wymieszana ręką, ale wolę prostszą wersję. Natychmiast przekładamy masę na blachę wyłożoną papierem lub matą silikonową, wyrównujemy. Pieczemy w nagrzanym piecu (180–200 st.) ok. 10–15 minut. Po wystygnięciu wycinamy blat o średnicy 26 cm. Biszkopt można przygotować dzień wcześniej.

Nasączenie (można zrobić dzień wcześniej i przechowywać w lodówce)
Gotujemy syrop cukrowy 50 proc. cukru i 50 proc. wody. Do tak małego tortu wystarczy 100 g cukru i 100 g wody – zagotowujemy pod przykryciem i studzimy. Następnie dodajemy alkohol, taki, który lubimy w połączeniu z kawą. Może to być jakaś brandy, amaretto lub czysta wódka. Jeśli chcemy, żeby tort był w smaku wyraźnie kawowy, możemy rozpuścić łyżeczkę kawy rozpuszczalnej i dodać do syropu. Nasącz w smaku powinien być wyrazisty, czyli mocno alkoholowy i mocno kawowy. Jeśli wolicie bez alkoholu, można do bazy, czyli syropu z wody i cukru dodać tylko kawę lub coś innego, co nada smak całemu ciastu, np. sok z wiśni itp.

Masa do tortu o wysokości ok. 3 cm i średnicy 26 cm
300 g śmietany kremówki 30 lub 36 proc. plus 100 g (u mnie jest to zawsze śmietana Mlekovity)
150 g białej czekolady, najlepiej w chipsach
2 łyżeczki żelatyny
2 łyżeczki kawy rozpuszczonej w minimalnej ilości wody i wystudzonej (lub prawdziwe espresso)

Przygotowujemy rant do tortu. Polecam te regulowane specjalne pierścienie, które można wykorzystać do przygotowywania wielu ciast na zimno. W środku smarujemy rant oliwą i posypujemy cukrem pudrem. Nadmiar cukru obsypie się przy kilu puknięciach o blat. Wkładamy do rantu biszkopt, który powinien być oczyszczony ze złotej skórki od pieczenia. Jeśli zostawimy tę skórkę, ciasto później będzie się rozwarstwiać. Za pomocą pędzla smarujemy biszkopt syropem do nasączenia. Odstawiamy.
Przy przygotowywaniu masy istotna jest dobra organizacja i cierpliwość. Inaczej łatwo zepsuć całość, ponieważ łączenie zimnej śmietany z ciepłą czekoladą i żelatyną wymaga wyczucia chwili.
Ubijamy 300 g śmietany, ale tylko do momentu, kiedy pojawią się pierwsze ślady (jeśli śmietana będzie za sztywna, trudno będzie ją połączyć z innymi składnikami), odstawiamy. Następnie podgrzewamy 100 g kremówki i dodajemy do czekolady i rozpuszczamy czekoladę w kąpieli wodnej lub w mikrofali (na najniższej mocy, włączamy kuchenkę, chwila, wyłączamy i mieszamy czekoladę, i tak kilka razy, aż się rozpuści). Czekamy, mieszając, aż czekolada ostygnie i będzie ledwie ciepła. W tym czasie namaczamy żelatynę w zimnej wodzie i po chwili rozpuszczamy w mikrofali, studzimy. Pierwszy krok: do czekolady dodajemy łyżkę ubitej śmietany i lekko mieszamy (w ten sposób wyrównujemy temperaturę), tylko łopatką, nie mikserem! Dodajemy kolejną większą porcję śmietany i delikatnie mieszamy łopatką. Drugi krok: dodajemy powoli wystudzoną kawę i oczywiście delikatnie mieszamy. Trzeci krok: do rozpuszczonej i wystudzonej żelatyny dodajemy łyżeczkę przygotowanej masy (śmietana z czekoladą i kawą) i dokładanie mieszamy. Powoli dodajemy żelatynę do pozostałej masy.
Wykładamy masę na biszkopt, wyrównujemy i wkładamy do lodówki na kilka godzin, najlepiej na całą noc.
Mój tort został ozdobiony połówkami orzechów włoskich i wiórami wytemperowanej czekolady (nie będę tego opisywać, ponieważ na wielu blogach można znaleźć informację na ten temat).

 

Tarta z kremem budyniowym i malinami

Ulubione ciasto moich dzieci – mało kremu, dużo owoców i galaretki. Ponieważ jeszcze sezon na maliny trwa, więc na pożegnanie lata zrobiłam tartę dla moich dzieci. Akurat miałam cienki biszkoptowy spód w zamrażalniku, więc pracy było mniej. To świetny patent, kiedy robicie tort i macie za dużo blatów biszkoptowych, można taki blat zawinąć w folię i włożyć do zamrażalnika. Spokojnie przez miesiąc może czekać na swoją kolej.

tartamalina

Blat biszkoptowy o średnicy 26 cm lub biszkopt z 3 jaj upieczony w tortownicy 26 cm
1 galaretka wiśniowa lub truskawkowa (Winiary)
pojemnik malin, ok. 400 g

Krem (proporcja na dwie tarty 26 cm)
0,5 l mleka
1,5 łyżki mąki pszennej
1,5 łyżki mąki ziemniaczanej
1,5 łyżki budyniu waniliowego (polecam Winiary)
1–2 żółtka
2 cukry waniliowe

(do zmiksowania)
1 kostka masła
2–3 łyżki cukru pudru

Mleko rozlewamy na pół. W części mleka rozrabiamy sypkie składniki i żółtka. Szklankę mleka podgrzewamy, prawie do wrzenia. Wlewamy gorące mleko do zimnego, a następnie całość dokładnie mieszamy i przecedzamy przez sitko do garnka, w którym gotowało się mleko. Podgrzewamy, cały czas uważnie mieszając, aż masa zacznie gęstnieć. Uwaga, bardzo szybko robi się gęsta i może się przypalić. Odstawiamy do ostygnięcia.
Kiedy budyń jest już zimny, miksujemy miękkie masło na puszystą masę i dodajemy cukier puder. Łyżka po łyżce dodajemy budyń i miksujemy krem, aż dobrze się połączy.
A potem umieszczamy biszkopt w tortownicy lub pierścieniu, nasączamy tym, co lubimy. Jeśli to ciasto dla dzieci, proponuję wodę z sokiem cytrynowym. Smarujemy kremem, szczelnie przy brzegach, żeby później galaretka nie wypłynęła. Układamy maliny (wcześniej umyte i wysuszone na ręczniku papierowym), i zalewamy czerwoną galaretką (jedna półlitrowa powinna wystarczyć) tak, aby owoce były zakryte, nie będą wtedy obsychać. Ważne, żeby galaretka była prawie zastygająca. Dobry patent, żeby boki ciasta przy wyjmowaniu łatwo odeszły od tortownicy: przed wkładaniem warstw należy posmarować formę w środku olejem i posypać cukrem pudrem, a potem lekko postukać, żeby nadmiar cukru obsypał się.